Znowu zakręciło mi się w głowie, ale zdecydowanie było mi już lepiej. Justin przyszedł po chwili, wręczając mi leki na ból głowy i wodę w szklance. Bez kłótni popiłam tabletkę i podziękowałam Justinowi.
Chłopak usiadł koło mnie i mnie mocno przytulił. Zrobiło mi się ciepło, kochałam jego zapach.
Justin był troskliwy, jest ideałem chłopaka. Dziwię się, że Selena go zdradziła. Straciła coś wspaniałego.
Chłopak pogłaskał mnie po ramieniu i spytał czy wszystko ok. Szepnęłam, że tak.
- Wiesz co, Justin. Nie mam ochoty na zoo, może jutro? - uśmiechnęłam się, przygryzając wargę.
- Jasne, jak chcesz. Możemy wybrać się przecież na spacer, tu, w okolicy. - uśmiechnął się.
Powoli się podniosłam i usiadłam po turecku. Spojrzałam na Justina.
-Dziękuję, że jesteś - pocałowałam go w policzek. Justin uśmiechnął się i wstał, podając mi rękę.
- A więc teraz zaciągnę cię na spacer- zaśmiał się łobuzersko.
Wstałam posłusznie idąc z Justinem za rękę do przedpokoju, by założyć buty.
Było dosyć ciepło na dworzu, więc ubrałam baleriny, a na krotki rękawek założyłam bluzę.
Justin założył niebieskie supry, oraz fioletową bluzę. Wyszliśmy. Wiedziałam, że Justin będzie chciał ze mną
porozmawiać, jak to teraz będzie, dowiedzieć się czegoś o mnie, o mojej rodzinie, przyjaciołach.
Było pieknie, słonecznie. W sumie nic dziwnego, zbliżało się lato i wakacje. Głośno wciągnęłam powietrze i je wypuściłam. Justin na mnie spojrzał i uśmiechnął się szeroko. Złapał mnie za rękę, bo wiedział, że nadal nie najlepiej chodzę. Ruszyliśmy na spacer. W pobliżu domku znajdowała się ścieżka przez lasek, do pobliskiego parku. Szliśmy sobie lasem, powoli, słuchając odgłosów natury.Potrzebowałam wyciszenia, ale wiem, że z Justinem to niemożliwie i że zaraz coś wymyśli. Nie myliłam się.
*oczami Justina*
Było naprawdę wspaniale. Świeciło słońce a obok mnie szła dziewczyna, piękna dziewczyna,wyglądała cudnie. Promienie słońca oświecały jej jeszcze lekko poobijaną po wypadku twarz. Wiedziałem, że to prze ze mnie musiała cierpieć. Chciałem widzieć uśmiech na jej twarzy, widzieć ją szczęśliwą. Czułem, że Sam staje się kimś ważnym w moim życiu. Szliśmy w ciszy. Po chwili doszliśmy na polanę, za którą znajdował się park, z fontanną. Lubiłem tu przebywać z Seleną... ugh, znowu ona. Muszę o niej zapomnieć, chociaż wiem, że będzie to trudne. Była dla mnie ważna i ją straciłem. Biłem się tak z myślami, lecz Sam wyrwała mnie z rozmyślenia.
- Wiem, że pewno wiem o tobie dużo, ale proszę, opowiedz mi coś o sobie. - uśmiechnęła się i ścisnęła moją rękę mocniej. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Uśmiechnąłem się i układałem w myślach odpowiedź.
Pewnie wiedziała o mnie wszystko, o mojej rodzinie, co lubię. Wspominała przecież, że jest Belieber i to normalne.
-Heh, ty chyba wiesz o mnie wszystko. Opowiedz mi lepiej coś o sobie.- zagadnąłem.
-Hmm.. no więc mam 17 lat, chodzę do szkoły, mam przyjaciółkę Margaret, z która miałeś okazję rozmawiać, hmm... mieszkam z rodzicami. Nie mam rodzeństwa. Uczę się dobrze. - uśmiechnęła się.
- W sumie nic więcej ciekawego. - Odwróciła wzrok. Dotarliśmy do wielkiej polany, na której rosła świeżo zroszona zielona trawa, a na niej rosły stokrotki.
-Chcesz się położyć i popatrzyć na chmury? To odprężające- uśmiechnąłem się i oblizałem usta.
Dziewczyna pokiwała głową i już po chwili leżeliśmy na trawie. Słońce pięknie świeciło, raziło w oczy więc wyciągnąłem z kieszeni bluzy okulary i je założyłem. Usłyszałem ciche chichotanie.
- No co? - spojrzałem na Sam, która zwinęła się ze śmiechu w kłębek.
- Ty.. wyglądasz komicznie.. hehe- śmiała się.
- Osz ty.. pożałujesz.. śmiejesz się z Biebera, osz ty, zapłacisz mi za to!- rzuciłem się na nią z rękami i zacząłem gilgotać. To była piękna zemsta, a zarazem może coś z tego wyniknie?
* oczami Sam*
Założył te swoje okulary. Haha, wyglądał komicznie. Nie powstrzymując się wybuchnęłam śmiechem.
O nie. Justin rzucił się na mnie z tymi swoimi wielkimi łapskami i zaczął mnie łaskotać. Tylko nie to.
Nienawidzę łaskotek, od dziecka, kiedy tylko ktoś mnie łaskotał popadałam w histerię.
Zaczęłam się drzeć.
-AAAA! Przestań, Justin. Proszę Cię! Już nie będę..- nie wytrzymywałam. Myślałam, że umrę ze śmiechu.
Nie zauważyłam nawet jak na mnie usiadł. Naparł na mnie całym ciałem. Byłam w pułapce. No ładnie.
- Masz mnie teraz przeprosić, bo jak nie to...- zbliżył się tak, że nasze czoła się prawie stykały.
- A jak nie to co? - zrobiłam mu zeza i pokazałam język. Hah! To było dobre. Jego mina bezcenna.
Chłopak się chwilę zastanawiał. Pewnie planował zemstę, za to że pokazałam mu język.
- Bo jak nie to... - podniósł mnie nagle, zarzucił na plecy i zaczął biec w stronę pobliskiej fontanny.
No ładnie! Zamierza mnie utopić! Pff.. też mi coś. Równie dobrze mógłby mi strzelić z pistoletu w głowę.
Zaczęłam krzyczeć i walić go rękami po plecach. Niestety to nic nie pomogło.
Dobiegł to fontanny, złapał moje nogi tak, że wyglądaliśmy teraz jak nowożeńcy z tych filmów amerykańskich, co pan młody wnosi pannę młodą do domu. Zachciało mi się znowu śmiać. Dla osób trzecich musimy wyglądać w tej chwili komicznie. Justin spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami, na które mogłabym patrzeć tak godzinami. Uśmiechnął się nagle łobuzersko i wskoczył znienacka do wypełnionej po brzegi fontanny. Byłam cała mokra. Zresztą Justin także. Wszędzie chlapała na mnie woda. Czułam jak przemokłam do suchej nitki. Justin tylko uśmiechał się pod nosem i również patrzał mi w oczy. Po chwili nasze twarze zbliżyły się do siebie. Po ciele przeszedł mi dreszcz. A co jeśli on nie chce tego co ja? Strasznie mi się podoba. I ja mu chyba też.. Sama nie wiem...
Justin musnął swoimi ustami moje wargi. Podobało mi się to. Po chwili poczułam już jego całe usta na moich. Przybliżyłam się bardziej i odwzajemniłam pocałunek. Złapałam go za kark i przycisnęłam go do siebie. To była magiczna chwila. Poczułam to wspaniałe uczucie w brzuchu, potocznie zwane chyba 'motylkami'.
Tak szczerze to był mój pierwszy prawdziwy pocałunek. Był bardzo namiętny. Przygryzłam delikatnie jego wargę na co jęknął i jeszcze mocniej wpił się w moje usta. Wystawił język i prosił mnie 'o pozwolenie'. Dopiero po chwili otworzyłam usta, biorąc przy okazji wdech i poczułam jego napalony język na swoim.
Justin powoli mnie podniósł na ręce, całując dalej. Jego mokra koszulka opinała się na jego mięśniach. Wyglądał cholernie seksownie. Przejechałam ręką po karku, aż dotarłam do jego zmierzwionych wodą włosów i je potargałam, pociągając za końcówki. Po chwili Justin cicho mruknął i odsunął się ode mnie.
Mój oddech powoli się uspokajał. To był najlepszy pocałunek na świecie ever.- pomyślałam i uśmiechnęłam się do Justina.
--------------------------------------------------------------------------
Omg, omg. Haha, ten pocałunek.. haha.
Przepraszam Was bardzo, że nie dodawałam długo, ale nie miałam weny i tak jakoś wyszło.
No, ale jest :)
Kocham Was i liczę na komentarze x
OŁAOŁA <3
@luuvswaggie