niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział.6

*oczami Justina*
Obudziłem się rano. Waaah... jestem strasznie nie wyspany. Heh, nic dziwnego jak spałem tylko 4 godziny, bo nie mogłem zasnąć po tym filmie.
Spojrzałem na zegarek. Była 9. Mam pełno planów do zrealizowania, więc postanowiłem wstać. Pościeliłem łóżko i założyłem kapcie. Wybrałem ubranie na dziś i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i umyłem włosy. Wytarłem porządnie ręcznikiem i je ułożyłem na żelu. Wziąłem do ręki szczoteczkę i porządnie wyszorowałem ząbki. Cały czas myślałem o dziewczynie. Te jej oczy, ten uśmiech... Ahh. Dobra Bieber, ogar.
Założyłem ciuchy i wyszedłem z łazienki. Zaburczało mi w brzuchu, cholera.
Uświadomiłem sobie, że jestem głodny. Hm... a może by zrobić naleśniki?
Mój brzuszek był za. Zszedłem na dół po schodach, po drodze zaglądając jeszcze do pokoju, w którym była Sam. Jak myślałem, jeszcze słodko spała.
No trudno.
Zaparzyłem wodę na herbatę i zabrałem się za robienie naleśników. Nie chwaląc się, byłem mistrzem od kuchni. Po 10 minutach ciasto na naleśniki było gotowe, a olej na patelni dobrze rozgrzany. Pierwsza, druga sterta lądowała na talerzu. W końcu skończyłem gotowanie i postanowiłem obudzić Sam. Pewno też odsypia wczorajszy wieczór.
Zakradłem się cichaczem do góry, dyskretnie otwierając drzwi. Jak by tu ją obudzić? Nie chciałbym być od razu brutalny czy coś. W końcu ona tu miała się zrelaksować a nie denerwować. Już wiem!
Podszedłem do jej łóżka. Nachyliłem się nad nią. Jej zapach... zakręciło mi się w głowie. Ach...
Ocknij się, Justin, po raz kolejny. Jezu, jak ona na mnie działa... Pochyliłem się nad nią i delikatnie pocałowałem w policzek, mrucząc do ucha pobudka.

*oczami Sam*
Byłam w krainie snów. Wszędzie otaczały mnie tęcze, jednorożce, no i  facet z piłą. Ugh, znowu on.
To wszystko przez Justina. Tak właśnie... czemu zaczynam słyszeć jego głos...? Czy już naprawdę jest ze mną tak źle? Otworzyłam oczy i ujrzałam nachylonego nade mną Justina, wpatrzonego we mnie z uśmiechem.
- Cześć, Śpiąca Królewno. - pocałował mnie w policzek.
- yyy... czy ja nadal śnie? - przetarłam oczy i oblizałam usta, marszcząc brwi. Musiało wyglądać to dosyć zabawnie, ponieważ Justin zaczął się śmiać.
- Nie, wstawaj już, bo mam pełnoo planów na dzisiaj, a do tego gorące śniadanko czeka- mówił entuzjastycznie.
- No dobra, już wstaję - uśmiechnęłam się.
- Ale wyjdź, muszę się ubrać - zaśmiałam się i gestem wskazałam w kierunku drzwi. Justin spełnił moje polecenie i już po chwili go nie było. Czułam się już dzisiaj znacznie lepiej, wybrałam potrzebne ubrania i podreptałam do łazienki. Umyłam zęby i ubrałam się, włosy spięłam w niechlujnego koczka.
Zeszłam na dół, czekała tam na mnie kolejna niespodzianka. Uśmiechnęłam się na widok sterty naleśników na stole.
- Ojeju, dziękuję. Ale jestem głodna. - uśmiechnęłam się i pomasowałam się po brzuchu.
- No to do jedzenia!- Justin zajął miejsce przy stole na przeciwko mnie. Podał mi syrop klonowy.
 Mmm... słodki, lepiący syrop klonowy... same kalorie! Byłam bardzo głodna, więc w moim brzuchu wylądowało aż pięć naleśników.
- Haha, nigdy nie widziałem bardziej żarłocznej dziewczyny - zaśmiał się Justin, dokuczając mi.
Przewróciłam oczami. Lubiłam jeść, i nikt mi nigdy nie mówił, że jestem żarłokiem. Przynajmniej do teraz.
- Co będziemy dzisiaj robić? -zbiegłam z tematu jedzenia.
- Planowałem pojechać może do zoo? Taka ładna pogoda. - pokazał na okno.
- Aż szkoda w domu siedzieć- uśmiechnął się.
- Co ty na to? - spojrzał na mnie.
- Nie daj się prosić.
- No dobrze, może być i zoo.
- Wiedziałem! W takim razie za godzinę jedziemy, ok? Mam już wszystko zaplanowane!-był bardzo rozradowany.
- Chcę, byś ten dzień spędziła wyjątkowo! - uśmiechnęłam się blado, chyba robiło mi się słabo. No tak, od wczoraj nic nie piłam.
- Em, Justin? Mogę prosić coś do picia? Słabo mi jest.- oblizałam usta.
- Słabo?! ok, ok. już się robi.- Justin 'poleciał' po wodę do kuchni, i już po chwili był przy mnie ze szklanką, podając mi ją do ręki, z zatroskaną miną.
- Dzięki, już jest mi lepiej. - uśmiechnęłam się blado.
- Naprawdę? To dobrze. Połóż się na kanapę a ja ci zaraz coś przyniosę, ok? Tylko spokojnie, masz odpoczywać! - podniósł mnie i zaniósł do salonu, kładąc na kanapie i przykrywając kocem.
- Poczekaj na mnie chwilę, zaraz wrócę.
Blado skinęłam Justinowi głową.

----------------------------------------------------------
Hej! Przepraszam,że dawno nie pisałam, ale nie wiedziałam czy ktoś czyta i będzie czytał to opowiadanie.
Co sądzicie? Przepraszam,że nudne, ale akcja się dopiero rozkręci.
Jak chcecie być informowani na twitterze, to piszcie w komentarzach :)
Czytasz? = Komentujesz :)

xoxo, @luuvswaggie