*Oczami Justina*
Obudziłem się rano. Miałem przed sobą peełno pracy - jakiś wywiadzik i spotkanie z fanami. Eee, nie jest tak źle. Jakoś to przeżyję.
Wstałem i poszedłem do łazienki, umyłem się i ubrałem.
Wyjrzałem przez okno, była piękna , majowa pogoda. Zszedłem na dół i skierowałem się w stronę pobliskiej kawiarni. Zamówiłem sobie rogalika i go zjadłem, popijąc kawą. Po śniadaniu przyjechał po mnie Kenny i jechaliśmy do studia, w którym miał się odbyć wywiad. Kenny zaprowadził mnie do garderoby. Była dosyć duża, miałem godzinę do wywiadu, więc zacząłem się szykować.
Założyłem granatowo- czarna skórzana kurtkę i czarne skórzane spodnie, na nogi czarne supry. Przeczesałem włosy żelem i ustawiłem je. Byłem już gotowy.
Ktoś zawołał mnie, więc wyszedłem z garderoby. Zostało mi 5 minut do wejścia na antenę.
5..4..3..2..1
- Wchodzimy! - krzyknął ktoś. Ja zająłem wyznaczone miejsce, za chwilę dołączyła do mnie prezenterka. Zadała parę pytań dotyczących fanów, nagrywania płyty itp. Ale nagle na telebimach pokazało się to zdj. i pare innych. Nie powiem zagotowało się we mnie.
- Czy ty i Selena Gomez, jesteście jeszcze razem? Widać, że gwiazda zastąpiła cię kimś innym. - spytała prezenterka.
- yyy... - zawstydziłem się, nie wiedziałem co powiedzieć.
- to nieistotne. - dodałem.
Byłem wściekły, moja kochana osoba mnie zdradza, a ja dopiero teraz się o tym dowiaduję, wyszedłem na kompletnego idiotę, i to przed tysiącami widzów. Skończył się wywiad, pożegnałem się z fanami, wróciłem do garderoby.
Walnąłem się na kanapę, nie wiedziałem co o tym myśleć. Jak ona mogła?
Wybrałem jej numer telefonu. Po czterech sygnałach dodzwoniłem się.
- Halo? - spytała słodziutkim głosikiem.
- Halo, jak ty mogłaś, pod moją nieobecność już zastąpiłaś mnie kimś innym?
Z nami koniec! I nie dzwoń do mnie więcej! - wydarłem się do słuchawki.
- Ale... - nie skończyła, bo rozłączyłem się i rzuciłem telefonem o ścianę.
Byłem załamany i wściekły, przebrałem się szybko, wyszedłem z garderoby i wsiadłem do samochodu, jechałem dosyć szybko. Nagle zobaczyłem przed sobą samochód, próbowałem zahamować, lecz niestety mi się to nie udało...
Obudziłem się w szpitalu, nic nie pamiętałem. Widziałem przed oczami tylko samochód. Powoli się podniosłem, miałem tylko pare zadrapań i siniaków.
Czułem się ok. Przyszedł do mnie lekarz.
- I jak tam zdrówko? - uśmiechnął się do mnie.
- dobrze, chyba lepiej niż było, w ogóle co się stało? - spytałem cieakwy.
- miałeś wypadek samochodowy , ty ucierpiałeś najmniej, ale jedna dziewczyna walczy o życie, a jej matka ma tylko złamaną rękę i pęknięte żebra.
- o boże, i to wszystko moja wina? - załamałem się.
- niestety tak, ale proszę się nie martwić, uratujemy ją. - zapewniał lekarz.
- bardzo panu dziekuję, czy mogę odwiedzić tą dziewczynę? - spytałem.
- tak, ale tylko na chwilę. - wstałem i zaprowadził mnie do sali obok.
W sali leżała dziewczyna, chyba w moim wieku. Nie powiem, była ładna i słodka wygląda kiedy śpi. Dobra! Justin ogarnij się, przez ciebie tu leży!
Podszedłem do jej łóżka i usiadłem na krześle obok niej. Nie ruszała się, wszędzie były podłączone kabelki i inne rurki z kroplówką. Załamałem się, a w oczach pojawiły mi się łzy. A co jeśli ona nie przeżyje?! To moja wina, moja wina. Za chwilę przyszedł doktor, powiedział, żebym wyszedł bo zabierają ją na jakąś poważna operację. Wyszedłem na korytarz, usiadłem na ławce i schowałem twarz w dłoniach. Rozpłakałem się, i zacząłem się modlić do Boga.
Po jakichś 2 godzinach przyszedł doktor i poinformował mnie, że operacja się udała. Ucieszyłem się i spytałem , czy mogę odwiedzić tą dziewczynę.
- A, i przy okazji nazywa się Samanta. - uprzedził mnie doktor.
Podziękowałem mu jeszcze raz i poszedłem do sali, gdzie leżała dziewczyna o imieniu Samanta. Wzruszyłem się, była cała w bandażach. Usiadłem na krześle obok łóżka i wziąłem jej dłoń do mojej, głaszcząc ją.
*oczami Sam*
Otworzyłam lekko oczy, byłam w jakiejś wielkiej sali, w niebie?Nie. Niestety nie było to niebo. A po tym całym bólu co przeszłam w trakcie wypadku, chciałabym umrzeć. W dodatku coś mi nie pasowało, cały czas trzymał mnie ktoś za rękę i głaskał ją. Otworzyłam oczy nieco bardziej i lekko odchyliłam
głowę. Chłopak spojrzał na mnie i od razu się uśmiechnął. Zawołał kogoś, chyba doktora. Super! doktora mi było trzeba. Przyszedł i zaczął mi świecić lampką w oczy, zajebiście. Co, ja jakąś wariatką jestem czy co?! Nie mogłam niestety jeszcze mówić, to chyba przez szok. Lekarz zbadał mnie i pobrał krew do badań. Po jakiejś pół godzinie dał mi wreszcie spokój, powiedział żebym dużo odpoczywała. Wzięłam telefon do ręki i napisałam sms do przyjaciółki o tym co się stało i gdzie jestem. Spytałam się także o mamę, czy coś jej się stało. Na szczęście ma tylko złamaną rekę i lekko pęknięte żebra. Uff...
Margaret przyjechała do mnie po kwadransie, z moimi rzeczami , jedzeniem itp.
Przytuliła mnie i dała buziaka w policzek. Powiedziała, że wieczorem przyjadą do mnie rodzice. Uśmiechnęłam się lekko. Za szybą od sali, zauważyłam siedzącego, załamanego Justina. CO? Widziałam przed sobą JUSTINA BIEBERA?! Dopiero teraz zaczęłam kontaktować, to on tu wtedy siedział i głaskał moją rękę. Uśmiechnęłam, napisałam Margaret na kartce, żeby go tu zawołała.
*oczami Jusa*
Z sali wyszła jakaś dziewczyna, domyślam się że siostra lub przyjaciółka Sam.
Podeszła do mnie, usiadła obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać.
- Hej, to ty jesteś Justin Bieber?
- Cześć, tak to ja.
- a mogę wiedzieć co tutaj robisz?
- no bo wiesz... no bo , ten tego... ja też brałem udział w tym wypadku, właściwie to ten wypadek z mojej winy był... - zaciąłem się.
- Nie martw się, Sam na pewno szybko wróci do zdrowia - pocieszyła mnie.
- mam taką nadzieję. - odparłem.
- Przepraszam cię na chwilę , ale muszę gdzieś zadzwonić. Pożegnałem się i wyszedłem ze szpitala. Wybrałem numer telefonu.
--------------------------------
Heej, rozdział do bani, ale obiecałam Wam dłuższy więc jest :)
Przeczytałeś? = Skomentuj! Z góry dzięki ! :)
Następny rozdział = 8 komentarzy
Zuza, xo .
środa, 26 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
Rozdział.2
- OMG. Naprawdę ? nie wiem co powiedzieć. Jesteście wspaniali! - przytuliłam mocno rodziców. Nadal nie mogłam ogarnąć wzruszenia.
- Koncert odbędzie się za tydzień. Następnego dnia przyjedzie po ciebie Justin i spędzisz z nim cały dzień. Pewno nie możesz się już doczekać, co? - uśmiechnęła się mama.
- No nie. Nie mogę nadal w to uwierzyć! Co o tym sądzisz Margi ?
- Cieszę się razem z tobą. Nawet ci trochę zazdroszczę. - przytuliła mnie.
Jeszcze raz im za wszystko podziękowałam i poszłam na górę do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i włączyłam laptop. Dostałam dużo życzeń na fb i twitterze. Napisałam również, że dostałam bilet na koncert Jusa. Wyłączyłam komputer i wykąpałam się. Położyłam się spać i po chwili zasnęłam.
(oczami Justina) - taki bonus :)
Ahh... ten wieczór był cudowny... tłumy fanek, beliebers i pełno rozdanych autografów. Wykończony pracą wróciłem autobusem do hotelu.
Odebrałem kluczyk od swojego pokoju i wjechałem windą na górę. Pokój mam na końcu korytarza, więc będę mieć spokój, to dobrze. Postawiłem walizkę na ziemi i walnąłem się zmęczony na łóżko. Nie wiem kiedy , usnąłem.
*Następny dzień*
(już oczami Sam)
Obudziłam się o 9.30. Była sobota rano. Zwlokłam się z łóżka i zeszłam do kuchni zrobić sobie kawę. Tak, kawa - tego mi było trzeba.
Zaparzyłam napój i usiadłam przed telewizorem. Włączyłam MTV.
Akurat leciał Justin - Boyfriend. Zaczęłam tańczyć w rytm muzyki.
Niestety wstała moja mama i musiałam się "ogarnąć".
Mama zajęła się robieniem śniadania, a ja kończyłam swoją kawę.
Na śniadanie były naleśniki. Mmm... kocham naleśniki!
Wziełam sobie cztery, bo byłam strasznie głodna.
- Kochanie, chciałabyś jechać dzisiaj ze mną na zakupy do galerii? - spytała moja mama. I to w niej kocham, czasami zachowuje się nastolatka, Kocha zakupy.
- Oczywiście, że tak mamo. - uśmiechnęłam się promennie.
- Muszę sobie kupić jakieś extra wdzianko, na to spotkanie z Bieberem! - zerwałam się.
-Bym zapomniała, skleroza w tym domu rodzinna! Mogłaś mi przypomnieć.- zwróciłam się do mamy.
Poszłam na górę do swojego pokoju, umyłam się i ubrałam.
Spakowałam do torby potrzebne rzeczy i zeszłam na dół.
Mama już na mnie czekała, zamknęłyśmy domy i ruszyłyśmy w stronę
samochodu. Zapięłam pasy. Ruszyłyśmy, do galerii miałyśmy 15 minut jazdy.
Włączyłam radio, leciała jakaś dobijająca nuta, więc je wyłączyłam. Jechałyśmy w ciszy. Gdyż nagle, przed oczami pojawił nam się inny samochód. Jechał w naszym kierunku. Niestety mama nie zdążyła zahamować...
------------------------
Hej, wiem , że nawaliłam i że rozdział krótki i nudny, ale dopiero niedługo się rozkręci :D A i proszę, piszcie komentarze i jak możecie to polecajcie, proszę!
Nie będzie komentarzy = nie będzie rozdziałów :)
kocham, Zuza. x
- Koncert odbędzie się za tydzień. Następnego dnia przyjedzie po ciebie Justin i spędzisz z nim cały dzień. Pewno nie możesz się już doczekać, co? - uśmiechnęła się mama.
- No nie. Nie mogę nadal w to uwierzyć! Co o tym sądzisz Margi ?
- Cieszę się razem z tobą. Nawet ci trochę zazdroszczę. - przytuliła mnie.
Jeszcze raz im za wszystko podziękowałam i poszłam na górę do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i włączyłam laptop. Dostałam dużo życzeń na fb i twitterze. Napisałam również, że dostałam bilet na koncert Jusa. Wyłączyłam komputer i wykąpałam się. Położyłam się spać i po chwili zasnęłam.
(oczami Justina) - taki bonus :)
Ahh... ten wieczór był cudowny... tłumy fanek, beliebers i pełno rozdanych autografów. Wykończony pracą wróciłem autobusem do hotelu.
Odebrałem kluczyk od swojego pokoju i wjechałem windą na górę. Pokój mam na końcu korytarza, więc będę mieć spokój, to dobrze. Postawiłem walizkę na ziemi i walnąłem się zmęczony na łóżko. Nie wiem kiedy , usnąłem.
*Następny dzień*
(już oczami Sam)
Obudziłam się o 9.30. Była sobota rano. Zwlokłam się z łóżka i zeszłam do kuchni zrobić sobie kawę. Tak, kawa - tego mi było trzeba.
Zaparzyłam napój i usiadłam przed telewizorem. Włączyłam MTV.
Akurat leciał Justin - Boyfriend. Zaczęłam tańczyć w rytm muzyki.
Niestety wstała moja mama i musiałam się "ogarnąć".
Mama zajęła się robieniem śniadania, a ja kończyłam swoją kawę.
Na śniadanie były naleśniki. Mmm... kocham naleśniki!
Wziełam sobie cztery, bo byłam strasznie głodna.
- Kochanie, chciałabyś jechać dzisiaj ze mną na zakupy do galerii? - spytała moja mama. I to w niej kocham, czasami zachowuje się nastolatka, Kocha zakupy.
- Oczywiście, że tak mamo. - uśmiechnęłam się promennie.
- Muszę sobie kupić jakieś extra wdzianko, na to spotkanie z Bieberem! - zerwałam się.
-Bym zapomniała, skleroza w tym domu rodzinna! Mogłaś mi przypomnieć.- zwróciłam się do mamy.
Poszłam na górę do swojego pokoju, umyłam się i ubrałam.
Spakowałam do torby potrzebne rzeczy i zeszłam na dół.
Mama już na mnie czekała, zamknęłyśmy domy i ruszyłyśmy w stronę
samochodu. Zapięłam pasy. Ruszyłyśmy, do galerii miałyśmy 15 minut jazdy.
Włączyłam radio, leciała jakaś dobijająca nuta, więc je wyłączyłam. Jechałyśmy w ciszy. Gdyż nagle, przed oczami pojawił nam się inny samochód. Jechał w naszym kierunku. Niestety mama nie zdążyła zahamować...
------------------------
Hej, wiem , że nawaliłam i że rozdział krótki i nudny, ale dopiero niedługo się rozkręci :D A i proszę, piszcie komentarze i jak możecie to polecajcie, proszę!
Nie będzie komentarzy = nie będzie rozdziałów :)
kocham, Zuza. x
sobota, 15 grudnia 2012
Rozdział. 1
Był piękny majowy poranek. Mój zegarek wskazywał godzinę 8. Miałam do szkoły na 9 , więc postanowiłam już wstać.Poszłam do łazienki i się umyłam.
Uświadomiłam sobie właśnie, że mam dzisiaj urodziny. Ojeju! prawie bym zapomniała! Ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie. W kuchni zastałam mamę.
- Wszystkiego Najlepszego! - krzyknęła i przytuliła mnie. Podziękowałam jej za życzenia.
- Curuś, nie martw się. Prezent dostaniesz wieczorem. - zaśmiałyśmy się.
- Ależ nie martwię się mamo. Wiem , że razem z tata coś przygotowaliście, a ja się dowiem co... - zaśmiałam się i zabrałam za jedzenie śniadania.
- Tak , tak , jasne. Ale jedz trochę szybciej , bo spóźnisz się do szkoły - ponagliła mnie mama.
Skończyłam jeść śniadanie, zarzuciłam plecak na plecy , pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu. Chodzę do szkoły pieszo, gdyż zajmuje mi to zazwyczaj 10 minut. Dzisiaj zajęło mi to o dziwo 15 minut, po prostu zastanawiałam się dostanę na urodziny oprócz życzeń.
Gdy doszłam do szkoły, to pierwszą osobą, którą spotkałam była Margaret.
- Czeeeść Sam, wszystkieeego najleepszego! - krzyknęła na mój widok.
Przytuliłyśmy się. Margaret wręczyła mi prezent. Rozpakowałam go i znalazłam tam śliczny wisiorek z napisem" Best Friends Forever". Margaret ma taki sam.
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Oh, Margaret! On jest cudowny! Dziękuję! Jesteś cudowna! - nie ukrywałam wzruszenia. Doszłyśmy do sali i rozpoczęła się lekcja.
Podczas całego dnia ogólnie życzenia złożyło mi o dziwo dużo osób.
Lekcje skończyły się o godz.15:30. Wróciłam do domu z przyjaciółką.
W domu chyba nikogo nie było. Trudno, rodzice powinni niedługo wrócić.
Zgłodniałam , więc odrazu udałam się do kuchni, zaparzyłam nam herbatę.
Usiadłyśmy na kanapie i włączyłyśmy telewizor. Po pół godzinie wrócili rodzice.
Znowu złożyli mi życzenia. Zaparzyłam im również herbatę i wszyscy usiedliśmy przy stole.
- No więc, chyba przyszła idealna pora by wręczyć ci twój prezent urodzinowy , Sam . - zaczął tato. Mama wstała.
- A więc, córciu, wiemy ,że to twoje marzenie, dlatego kupiliśmy tobie złoty bilet na koncert Justina Biebera.
Uświadomiłam sobie właśnie, że mam dzisiaj urodziny. Ojeju! prawie bym zapomniała! Ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie. W kuchni zastałam mamę.
- Wszystkiego Najlepszego! - krzyknęła i przytuliła mnie. Podziękowałam jej za życzenia.
- Curuś, nie martw się. Prezent dostaniesz wieczorem. - zaśmiałyśmy się.
- Ależ nie martwię się mamo. Wiem , że razem z tata coś przygotowaliście, a ja się dowiem co... - zaśmiałam się i zabrałam za jedzenie śniadania.
- Tak , tak , jasne. Ale jedz trochę szybciej , bo spóźnisz się do szkoły - ponagliła mnie mama.
Skończyłam jeść śniadanie, zarzuciłam plecak na plecy , pożegnałam się z mamą i wyszłam z domu. Chodzę do szkoły pieszo, gdyż zajmuje mi to zazwyczaj 10 minut. Dzisiaj zajęło mi to o dziwo 15 minut, po prostu zastanawiałam się dostanę na urodziny oprócz życzeń.
Gdy doszłam do szkoły, to pierwszą osobą, którą spotkałam była Margaret.
- Czeeeść Sam, wszystkieeego najleepszego! - krzyknęła na mój widok.
Przytuliłyśmy się. Margaret wręczyła mi prezent. Rozpakowałam go i znalazłam tam śliczny wisiorek z napisem" Best Friends Forever". Margaret ma taki sam.
Łzy napłynęły mi do oczu.
- Oh, Margaret! On jest cudowny! Dziękuję! Jesteś cudowna! - nie ukrywałam wzruszenia. Doszłyśmy do sali i rozpoczęła się lekcja.
Podczas całego dnia ogólnie życzenia złożyło mi o dziwo dużo osób.
Lekcje skończyły się o godz.15:30. Wróciłam do domu z przyjaciółką.
W domu chyba nikogo nie było. Trudno, rodzice powinni niedługo wrócić.
Zgłodniałam , więc odrazu udałam się do kuchni, zaparzyłam nam herbatę.
Usiadłyśmy na kanapie i włączyłyśmy telewizor. Po pół godzinie wrócili rodzice.
Znowu złożyli mi życzenia. Zaparzyłam im również herbatę i wszyscy usiedliśmy przy stole.
- No więc, chyba przyszła idealna pora by wręczyć ci twój prezent urodzinowy , Sam . - zaczął tato. Mama wstała.
- A więc, córciu, wiemy ,że to twoje marzenie, dlatego kupiliśmy tobie złoty bilet na koncert Justina Biebera.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)