sobota, 30 marca 2013

Rozdział.7

Znowu zakręciło mi się w głowie, ale zdecydowanie było mi już lepiej. Justin przyszedł po chwili, wręczając mi leki na ból głowy i wodę w szklance. Bez kłótni popiłam tabletkę i podziękowałam Justinowi.
Chłopak usiadł koło mnie i mnie mocno przytulił. Zrobiło mi się ciepło, kochałam jego zapach.
Justin był troskliwy, jest ideałem chłopaka. Dziwię się, że Selena go zdradziła. Straciła coś wspaniałego.
Chłopak pogłaskał mnie po ramieniu i spytał czy wszystko ok. Szepnęłam, że tak.
- Wiesz co, Justin. Nie mam ochoty na zoo, może jutro? - uśmiechnęłam się, przygryzając wargę.
- Jasne, jak chcesz. Możemy wybrać się przecież na spacer, tu, w okolicy. - uśmiechnął się.
 Powoli się podniosłam i usiadłam po turecku. Spojrzałam na Justina.
-Dziękuję, że jesteś - pocałowałam go w policzek. Justin uśmiechnął się i wstał, podając mi rękę.
- A więc teraz zaciągnę cię na spacer- zaśmiał się łobuzersko.
Wstałam posłusznie idąc z Justinem za rękę do przedpokoju, by założyć buty.
Było dosyć ciepło na dworzu, więc ubrałam baleriny, a na krotki rękawek założyłam bluzę.
Justin założył niebieskie supry, oraz fioletową bluzę. Wyszliśmy. Wiedziałam, że Justin będzie chciał ze mną
porozmawiać, jak to teraz będzie, dowiedzieć się czegoś o mnie, o mojej rodzinie, przyjaciołach.
Było pieknie, słonecznie. W sumie nic dziwnego, zbliżało się lato i wakacje. Głośno wciągnęłam powietrze i je wypuściłam. Justin na mnie spojrzał i uśmiechnął się szeroko. Złapał mnie za rękę, bo wiedział, że nadal nie najlepiej chodzę. Ruszyliśmy na spacer. W pobliżu domku znajdowała się ścieżka przez lasek, do pobliskiego parku. Szliśmy sobie lasem, powoli, słuchając odgłosów natury.Potrzebowałam wyciszenia, ale wiem, że z Justinem to niemożliwie i że zaraz coś wymyśli. Nie myliłam się.

*oczami Justina*
Było naprawdę wspaniale. Świeciło słońce a obok mnie szła dziewczyna, piękna dziewczyna,wyglądała cudnie. Promienie słońca oświecały jej jeszcze lekko poobijaną po wypadku twarz. Wiedziałem, że to prze ze mnie musiała cierpieć. Chciałem widzieć uśmiech na jej twarzy, widzieć ją szczęśliwą. Czułem, że Sam staje się kimś ważnym w moim życiu. Szliśmy w ciszy. Po chwili doszliśmy na polanę, za którą znajdował się park, z fontanną. Lubiłem tu przebywać z Seleną... ugh, znowu ona. Muszę o niej zapomnieć, chociaż wiem, że będzie to trudne. Była dla mnie ważna i ją straciłem. Biłem się tak z myślami, lecz Sam wyrwała mnie z rozmyślenia.
- Wiem, że pewno wiem o tobie dużo, ale proszę, opowiedz mi coś o sobie. - uśmiechnęła się i ścisnęła moją rękę mocniej. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Uśmiechnąłem się i układałem w myślach odpowiedź.
Pewnie wiedziała o mnie wszystko, o mojej rodzinie, co lubię. Wspominała przecież, że jest Belieber i to normalne.
-Heh, ty chyba wiesz o mnie wszystko. Opowiedz mi lepiej coś o sobie.- zagadnąłem.
-Hmm.. no więc mam 17 lat, chodzę do szkoły, mam przyjaciółkę Margaret, z która miałeś okazję rozmawiać, hmm... mieszkam z rodzicami. Nie mam rodzeństwa. Uczę się dobrze. - uśmiechnęła się.
- W sumie nic więcej ciekawego. - Odwróciła wzrok. Dotarliśmy do wielkiej polany, na której rosła świeżo zroszona zielona trawa, a na niej rosły stokrotki.
-Chcesz się położyć i popatrzyć na chmury? To odprężające- uśmiechnąłem się i oblizałem usta.
Dziewczyna pokiwała głową i już po chwili leżeliśmy na trawie. Słońce pięknie świeciło, raziło w oczy więc wyciągnąłem z kieszeni bluzy okulary i je założyłem. Usłyszałem ciche chichotanie.
- No co? - spojrzałem na Sam, która zwinęła się ze śmiechu w kłębek.
- Ty.. wyglądasz komicznie.. hehe- śmiała się.
- Osz ty.. pożałujesz.. śmiejesz się z Biebera, osz ty, zapłacisz mi za to!- rzuciłem się na nią z rękami i zacząłem gilgotać. To była piękna zemsta, a zarazem może coś z tego wyniknie?
 * oczami Sam*
Założył te swoje okulary. Haha, wyglądał komicznie. Nie powstrzymując się wybuchnęłam śmiechem.
O nie. Justin rzucił się na mnie z tymi swoimi wielkimi łapskami i zaczął mnie łaskotać. Tylko nie to.
Nienawidzę łaskotek, od dziecka, kiedy tylko ktoś mnie łaskotał popadałam w histerię.
Zaczęłam się drzeć.
-AAAA! Przestań, Justin. Proszę Cię! Już nie będę..- nie wytrzymywałam. Myślałam, że umrę ze śmiechu.
Nie zauważyłam nawet jak na mnie usiadł. Naparł na mnie całym ciałem. Byłam w pułapce. No ładnie.
- Masz mnie teraz przeprosić, bo jak nie to...- zbliżył się tak, że nasze czoła się prawie stykały.
- A jak nie to co? - zrobiłam mu zeza i pokazałam język. Hah! To było dobre. Jego mina bezcenna.
Chłopak się chwilę zastanawiał. Pewnie planował zemstę, za to że pokazałam mu język.
- Bo jak nie to... - podniósł mnie nagle, zarzucił na plecy i zaczął biec w stronę pobliskiej fontanny.
No ładnie! Zamierza mnie utopić! Pff.. też mi coś. Równie dobrze mógłby mi strzelić z pistoletu w głowę.
Zaczęłam krzyczeć i walić go rękami po plecach. Niestety to nic nie pomogło.
Dobiegł to fontanny, złapał moje nogi tak, że wyglądaliśmy teraz jak nowożeńcy z tych filmów amerykańskich, co pan młody wnosi pannę młodą do domu. Zachciało mi się znowu śmiać. Dla osób trzecich musimy wyglądać w tej chwili komicznie. Justin spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami, na które mogłabym patrzeć tak godzinami. Uśmiechnął się nagle łobuzersko i wskoczył znienacka do wypełnionej po brzegi fontanny. Byłam cała mokra. Zresztą Justin także. Wszędzie chlapała na mnie woda. Czułam jak przemokłam do suchej nitki. Justin tylko uśmiechał się pod nosem i również patrzał mi w oczy. Po chwili nasze twarze zbliżyły się do siebie. Po ciele przeszedł mi dreszcz. A co jeśli on nie chce tego co ja? Strasznie mi się podoba. I ja mu chyba też.. Sama nie wiem...
Justin musnął swoimi ustami moje wargi. Podobało mi się to. Po chwili poczułam już jego całe usta na moich. Przybliżyłam się bardziej i odwzajemniłam pocałunek. Złapałam go za kark i przycisnęłam go do siebie. To była magiczna chwila. Poczułam to wspaniałe uczucie w brzuchu, potocznie zwane chyba 'motylkami'.
Tak szczerze to był mój pierwszy prawdziwy pocałunek. Był bardzo namiętny. Przygryzłam delikatnie jego wargę na co jęknął i jeszcze mocniej wpił się w moje usta. Wystawił język i prosił mnie 'o pozwolenie'. Dopiero po chwili otworzyłam usta, biorąc przy okazji wdech i poczułam jego napalony język na swoim.
Justin powoli mnie podniósł na ręce, całując dalej. Jego mokra koszulka opinała się na jego mięśniach. Wyglądał cholernie seksownie. Przejechałam ręką po karku, aż dotarłam do jego zmierzwionych wodą włosów i je potargałam, pociągając za końcówki. Po chwili Justin cicho mruknął i odsunął się ode mnie.
Mój oddech powoli się uspokajał. To był najlepszy pocałunek na świecie ever.- pomyślałam i uśmiechnęłam się do Justina.

--------------------------------------------------------------------------
Omg, omg. Haha, ten pocałunek.. haha.
Przepraszam Was bardzo, że nie dodawałam długo, ale nie miałam weny i tak jakoś wyszło.
No, ale jest :)
Kocham Was i liczę na komentarze x
OŁAOŁA <3
@luuvswaggie

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział.6

*oczami Justina*
Obudziłem się rano. Waaah... jestem strasznie nie wyspany. Heh, nic dziwnego jak spałem tylko 4 godziny, bo nie mogłem zasnąć po tym filmie.
Spojrzałem na zegarek. Była 9. Mam pełno planów do zrealizowania, więc postanowiłem wstać. Pościeliłem łóżko i założyłem kapcie. Wybrałem ubranie na dziś i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i umyłem włosy. Wytarłem porządnie ręcznikiem i je ułożyłem na żelu. Wziąłem do ręki szczoteczkę i porządnie wyszorowałem ząbki. Cały czas myślałem o dziewczynie. Te jej oczy, ten uśmiech... Ahh. Dobra Bieber, ogar.
Założyłem ciuchy i wyszedłem z łazienki. Zaburczało mi w brzuchu, cholera.
Uświadomiłem sobie, że jestem głodny. Hm... a może by zrobić naleśniki?
Mój brzuszek był za. Zszedłem na dół po schodach, po drodze zaglądając jeszcze do pokoju, w którym była Sam. Jak myślałem, jeszcze słodko spała.
No trudno.
Zaparzyłem wodę na herbatę i zabrałem się za robienie naleśników. Nie chwaląc się, byłem mistrzem od kuchni. Po 10 minutach ciasto na naleśniki było gotowe, a olej na patelni dobrze rozgrzany. Pierwsza, druga sterta lądowała na talerzu. W końcu skończyłem gotowanie i postanowiłem obudzić Sam. Pewno też odsypia wczorajszy wieczór.
Zakradłem się cichaczem do góry, dyskretnie otwierając drzwi. Jak by tu ją obudzić? Nie chciałbym być od razu brutalny czy coś. W końcu ona tu miała się zrelaksować a nie denerwować. Już wiem!
Podszedłem do jej łóżka. Nachyliłem się nad nią. Jej zapach... zakręciło mi się w głowie. Ach...
Ocknij się, Justin, po raz kolejny. Jezu, jak ona na mnie działa... Pochyliłem się nad nią i delikatnie pocałowałem w policzek, mrucząc do ucha pobudka.

*oczami Sam*
Byłam w krainie snów. Wszędzie otaczały mnie tęcze, jednorożce, no i  facet z piłą. Ugh, znowu on.
To wszystko przez Justina. Tak właśnie... czemu zaczynam słyszeć jego głos...? Czy już naprawdę jest ze mną tak źle? Otworzyłam oczy i ujrzałam nachylonego nade mną Justina, wpatrzonego we mnie z uśmiechem.
- Cześć, Śpiąca Królewno. - pocałował mnie w policzek.
- yyy... czy ja nadal śnie? - przetarłam oczy i oblizałam usta, marszcząc brwi. Musiało wyglądać to dosyć zabawnie, ponieważ Justin zaczął się śmiać.
- Nie, wstawaj już, bo mam pełnoo planów na dzisiaj, a do tego gorące śniadanko czeka- mówił entuzjastycznie.
- No dobra, już wstaję - uśmiechnęłam się.
- Ale wyjdź, muszę się ubrać - zaśmiałam się i gestem wskazałam w kierunku drzwi. Justin spełnił moje polecenie i już po chwili go nie było. Czułam się już dzisiaj znacznie lepiej, wybrałam potrzebne ubrania i podreptałam do łazienki. Umyłam zęby i ubrałam się, włosy spięłam w niechlujnego koczka.
Zeszłam na dół, czekała tam na mnie kolejna niespodzianka. Uśmiechnęłam się na widok sterty naleśników na stole.
- Ojeju, dziękuję. Ale jestem głodna. - uśmiechnęłam się i pomasowałam się po brzuchu.
- No to do jedzenia!- Justin zajął miejsce przy stole na przeciwko mnie. Podał mi syrop klonowy.
 Mmm... słodki, lepiący syrop klonowy... same kalorie! Byłam bardzo głodna, więc w moim brzuchu wylądowało aż pięć naleśników.
- Haha, nigdy nie widziałem bardziej żarłocznej dziewczyny - zaśmiał się Justin, dokuczając mi.
Przewróciłam oczami. Lubiłam jeść, i nikt mi nigdy nie mówił, że jestem żarłokiem. Przynajmniej do teraz.
- Co będziemy dzisiaj robić? -zbiegłam z tematu jedzenia.
- Planowałem pojechać może do zoo? Taka ładna pogoda. - pokazał na okno.
- Aż szkoda w domu siedzieć- uśmiechnął się.
- Co ty na to? - spojrzał na mnie.
- Nie daj się prosić.
- No dobrze, może być i zoo.
- Wiedziałem! W takim razie za godzinę jedziemy, ok? Mam już wszystko zaplanowane!-był bardzo rozradowany.
- Chcę, byś ten dzień spędziła wyjątkowo! - uśmiechnęłam się blado, chyba robiło mi się słabo. No tak, od wczoraj nic nie piłam.
- Em, Justin? Mogę prosić coś do picia? Słabo mi jest.- oblizałam usta.
- Słabo?! ok, ok. już się robi.- Justin 'poleciał' po wodę do kuchni, i już po chwili był przy mnie ze szklanką, podając mi ją do ręki, z zatroskaną miną.
- Dzięki, już jest mi lepiej. - uśmiechnęłam się blado.
- Naprawdę? To dobrze. Połóż się na kanapę a ja ci zaraz coś przyniosę, ok? Tylko spokojnie, masz odpoczywać! - podniósł mnie i zaniósł do salonu, kładąc na kanapie i przykrywając kocem.
- Poczekaj na mnie chwilę, zaraz wrócę.
Blado skinęłam Justinowi głową.

----------------------------------------------------------
Hej! Przepraszam,że dawno nie pisałam, ale nie wiedziałam czy ktoś czyta i będzie czytał to opowiadanie.
Co sądzicie? Przepraszam,że nudne, ale akcja się dopiero rozkręci.
Jak chcecie być informowani na twitterze, to piszcie w komentarzach :)
Czytasz? = Komentujesz :)

xoxo, @luuvswaggie

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział. 5

*oczami Justina*
Jestem bardzo zadowolony, mój pomysł na razie idzie zgodnie z planem, Sam
na szczęście nie protestuje. Cały plan polega na tym, że spędzę z Sam cały weekend, w pięknym domku nad jeziorem. To taki prezent, przeprosinowy.
Jej rodzicie o wszystkim wiedzą, byłem wcześniej w jej domu po jej rzeczy. Odbyło się bez problemu, bo zastałem spakowaną walizkę, najwidoczniej to zasługa jej matki. Wszystko miałem dokładnie zaplanowane. Miejsce, do którego zmierzaliśmy znajdowało się 40km od miasta. Mniej więcej godzina drogi.
Była godzina 15, wyszedłem z domu Sam i zamówiłem limuzynę, nie przepadam za nimi, ale chciałem zrobić dobre wrażenie. Czekałem chwilę, aż w końcu przyjechała. Szofer zapakował zręcznie walizki do bagażnika. Wsiadłem
do tyłu i podałem mu adres szpitala. Dojechaliśmy po 5 minutach, Sam "czekała" już pod szpitalem. Chyba płakała. Nie mogłem na to pozwolić, nie nawidziłem gdy dziewczyny płaczą, wtedy mi też było smutno.Wyszedłem z auta i wręczyłem jej kwiaty. Ona tylko spojrzała na mnie zaskoczona. Pocałowałem ja w policzek, wziąłem na ręce i wsadziłem do samochodu.
Sam była przestraszona to widać, jednak nie protestowała zbytnio. Spodziewałem się dziwnej reakcji, nie ot tak wsadza się damy do samochodu, bez zapowiedzenia. Wsadziłem jej wózek inwalidzki do bagażnika i również wsiadłem do samochodu. Dziewczyna dłuższy czas mi się przyglądała,ja się tylko głupio uśmiechałem.
- ekhem, Justin, mam pytanie , gdzie ty mnie wieziesz? - spytała dosyć cicho. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się tajemniczo.
 - Mam zadzwonić po policję ? - zaśmiała się lekko. Zaśmiałem się również.
 - Nie, to tylko niespodzianka zobaczysz.Nie zrobię ci krzywdy, twoi rodzice o wszystkim wiedzą, to taki jakby prezent ode mnie. Jak chcesz to możesz trochę pospać. Jeszcze długa droga przed nami.- uśmiechnąłem się przyjaznie.
- Justin , do cholery gdzie ty mnie wieziesz?! -zaśmiała się.
-Zobaczysz, a teraz się zdrzemnij. - uśmiechnąłem się i wskazałem na ramie, żeby mogła się oprzeć. Dziewczyna skusiła się na moją propozycję i już po chwili słodko spała. Wkrótce dojechaliśmy. Osunąłem lekko głowę dziewczyny, tak aby jej nie obudzić. Udało mi się, wyszedłem z samochodu i otworzyłem bagażnik, szofer wyjął walizki i zaniósł je do domku. Wziąłem Sam na ręce, przerzuciłem ją przez ramię i powoli szedłem ku domu. Dom był ogromny,
miał kuchnię, ogromny salon, 5 pokoi i 4 łazienki. Zaniosłem Sam do sypialni, położyłem na łóżku i zdjąłem jej buty z nóg. Przykryłem ją kołdrą, ja sam jednak zszedłem na dół po walizki, by zanieść je do pokoju. Postanowiłem zrobić coś na kolację, dochodziła 18, a planowałem spędzić ten czas romantycznie. Zamówiłem róże, miały przyjechać za pół godziny. Zabrałem się za robienie potrawy, planowałem zrobić spaghetti, mmm... włoska kuchnia.
Wyjąłem garnki i wrzuciłem makaron do wody. W trakcie sporządziłem pomidorowy sos i wszystko było ok. Posypałem lekko przyprawą i postawiłem na stole, zapaliłem świeczki w kształcie serduszek i włączyłem cicho muzykę.
Teraz musiałem tylko poczekać na kwiaty i obudzić Sam. Przyznam, trochę się denerwowałem.
*oczami Sam*
Obudziłam się w jakimś pokoju, prawie nic kojarzyłam. Po chwili przypomniałam sobie fakty. Szpital, kwiaty, Justin, niespodzianka...
A teraz leżę tu, w jakimś pokoju, na dworzu prawie ciemno, mniemam daleko od domu, wiem, że tu w pobliżu jest Justin. Chyba trochę się boję. Co jeśli coś mi zrobi? Wiem,że to głupia myśl, zresztą jestem jego fanką. Normalna Beliebers by chyba skakała ze szczęścia, ale ja po prostu odczuwałam strach. Byłam bezsilna. Nie wiem nawet czy będę miała siłę wstać. Może jednak spróbuję... "Tak! Udało mi się!" pomyślałam. Udało mi się lekko podnieść i odkryć kołdrę.
W normalnej chwili bym kogoś zawołała, ale teraz to ja nawet nie wiem gdzie jestem i czy ktoś tu jest. Powoli zwlokłam się z łóżka, zrobiłam jeden mały krok, strasznie bolało. Zauważyłam na podłodze walizkę, czyli jednak o ciuchy nie muszę się martwić. Uklękłam przy walizce, otworzyłam ją i wybrałam jakieś ciuchy. Musiałam się odświeżyć,jak mniemam wyglądałam tragicznie.Najgorsze było to,że nie wiedziałam jak się ubrać i co mnie czeka. Bałam się co to za niespodzianka. Przygotowałam szare legginsy i długą, czarną tunikę. Musiałam czuć się jednak luźnie. Podreptałam do toalety, łapiąc się po drodze przedmiotów. Potrzebowałam podpórki. Wiem! Potrzebowałabym kule! Chciałabym poprosić Justina, ale zaraz jeszcze by mnie wyśmiał czy co. Zresztą tak jakoś głupio. Weszłam do kabiny prysznicowej i od razu poczułam się lepiej. Gorące krople wody oblewały moje obolałe ciało. Poczułam ulgę, kto by pomyślał, że mogę już chociaż chodzić, ledwo ale coś. Umyłam włosy oliwkowym szamponem. Wysuszyłam włosy i założyłam przygotowane ciuchy, na nogi założyłam baleriny, wydawały mi się wygodne, popsikałam się trochę perfumem. Miałam wrażenie jakbym poczuła jakieś zapachy. Dochodziły z poza pokoju, powoli doszłam do drzwi i je otworzyłam, poczułam jedzenie, najdokładniej spaghetti. Mmm... moje ulubione danie. Po cichutku, podpierając się schodziłam po schodach. Nie wierzyłam w to co widzę, wszędzie były porozstawiane różowe świece w kształcie serc. Nagle ktoś objął mnie w pasie. Serce zamarło.
- O mój boże! - krzyknęłam. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Justina.
- Nie strasz mnie tak więcej. - zaśmiałam się.
- Nie miałem zamiaru cię przestraszyć. - uśmiechnął się.
Nagle wręczył mi wielki bukiet czerwonych róż. Pachniały cudnie.
- Ehem, są piękne, Justin! Dziękuję, jesteś cudownym chłopakiem. Mógłbyś włożyć je do wazonu? - uśmiechnęłam się.
- Em, jasne. - wziął ode mnie kwiaty i odszedł na chwilę. Dopiero teraz zauważyłam skąd dobiegały zapachy. Na stole leżało pełno świec, spaghetti oraz wino w butelce. Zamarłam , do tego w moim brzuchu zaburczało. Byłam straasznie głodna, nie jadłam od dwóch dni. Podeszłam trochę bliżej, nadal nie dowierzając.
- To wszystko dla mnie? - spytałam Justina, który właśnie położył wazon na stole.
- No tak - uśmiechnął się.
- Zgodziłabyś się zjeść ze mną kolację? - spytał.
- Oczywiście, że tak! Zjadłabym konia z kopytami! - zaśmiałam się. Chłopak też. Widać,że się postarał. Po prostu przestałam się go bać, wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.
- Niestety mam tylko spaghetti, no ale jak sobie życzysz, może być i koń... - zaśmiał się wyciągając telefon.
- Nie, nie! Żartowałam!- razem wybuchnęliśmy śmiechem. Przy Justinie czułam się taka wyluzowana. To dziwne. Zasiadliśmy do stołu. Wziełam do ręki sztućce i zaczęłam jeść.
- Mmm... pycha - skomentowałam potrawę.
- Sam robiłeś? - zapytałam z uśmiechem.
- Sam. - odparł Justin, zajmując się jedzeniem.
- Tak przy okazji, pięknie dziś wyglądasz- uśmiechnął się zadziorne.
-Dziękuję. A tak właściwie to... ja chciałam spytać gdzie się w ogóle znajduje?- spytałam.
- Jesteśmy w willi nad jeziorem, która kupiłem, by spędzać w niej wakacje.
- Hm... a co to ma wspólnego ze mną, zresztą wydaje mi się,że jest połowa maja?  - uśmiechnęłam się.
- Ah, no bo wiesz chciałem spędzić z tobą weekend, we dwoje- uśmiechnął się.
- aha, zawstydziłeś mnie - zarumieniłam się.
- Nie martw się, to była ta niespodzianka.
Nagle wpadł mi do głowy pomysł. Zacznie mi "na niby" odwalać.
-OMG. Nie wierze , przede mną siedzi JUSTIN BIEBER! AAAAAAAAAA! - zaczęłam się drzeć.
- MOGĘ ZROBIĆ SOBIE Z TOBĄ ZDJĘCIE?! KOCHAM CIĘ!- darłam się w niebogłosy. Dziwne , że moje gardło jest takie silne. Justin tylko zaczął się śmiać, ja też.
- Sorka, mam późną jaźń. Nie gniewasz się? Już mi przeszło - zaśmiałam się.
- Nie no co ty, to normalka - zaśmiałam się razem z nim.
-Chodź, pooglądamy jakiś film? - spytał wstając od stołu i podając mi rękę.
- Uhm, okej , tylko nic strasznego, potem mam koszmary - zerknęłam na niego. Wiedziałam, że coś szykuje.
- Ehm, to nie będzie nic strasznego - zaśmiał się cicho pod nosem.
- No to chodź- pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do salonu. Usiadłam na kanapie. Justin włączył film i poszedł po coś do picia. Po chwili wrócił z sokiem i popcornem. Podał mi sok i usiadł obok mnie.
- Miłego seansu - uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.
- Em, dzięki. Mam się bać? - spytałam.
- Może trochę, to tylko horror. - wtulił mnie w siebie.
- Justin, mówiłam ci że będę mieć koszmary.
- Nic się nie bój, jesteś tu ze mną- uśmiechnął się.
- No ok,ok. - przewróciłam teatralnie oczami.
- Ale jak dostanę zawału, to ty wieziesz mnie do szpitala, a dopiero co z niego wróciłam. - zaśmiałam się. Chłopak chyba się wystraszył bo przytulił mnie jeszcze mocniej. Film się zaczął. Jak się okazało była to Piła 4. Masakra, gościu z piłą latał po lesie itd. Trzęsłam się ze strachu, w połowie filmu nie wytrzymałam i poprosiłam Jusa żeby go wyłączył. Zrobił to bez wahania.
- Nie masz nic przeciwko temu bym poszła już do pokoju, hm? - uśmiechnęłam się.
- Nie, zaraz cię zaprowadzę.- wziął mnie za rękę i powoli poszliśmy.
Wejście po schodach było trudniejsze niż myślałam, nie mogłam zbytnio się podeprzeć. Na szczęście był ze mną Justin, wziął mnie na ręce i wniósł na górę.
Był silny i dobrze zbudowany. Dopiero teraz miałam okazje mu się przyjrzeć z bliska.
- Justin, czy byłaby możliwość załatwienia kuli dla mnie? Byłoby mi o wiele łatwiej - spytałam z zaskoczenia.
- Jasne , zobaczę co da się zrobić- odprowadził mnie do pokoju i pocałował w policzek na dobranoc.
- Dobranoc, jeszcze raz ci dziękuję- szepnęłam i weszłam do pokoju.
Umyłam się i ubrałam w piżamę. Położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć. Leżałam chyba z pół godziny aż w końcu zasnęłam.

---------------------------------------------------
He, jestem już wycieńczona i rozdział wyszedł do dupy, także sorka za to.
Jest długi i się cieszę. Jak Wam mija nowy rok? Bo mi nawet dobrze:)
Następny rozdział= 8 komentarzy
xoxox

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział. 4

*oczami Sam*
No ładnie, poprosiłam Margaret by poszła po Justina. Widziałam tylko jak chwilę z nim rozmawiała a on sobie poszedł. Trudno. Margaret opowiedziała mi ich rozmowę. A więc to przez niego ten cały wypadek, myślę sobie. Włączyłam telefon i zaczęłam grac w jakąś nudną gierkę. Po chwili przyszedł lekarz, powiedział, że już dzisiaj po południu mogę wychodzić do domu. Hurray! Zadzwoniłam do mamy. Odebrała po paru sygnałach.
- Hej curuś.
- Cześć mamo, jak tam ręka? - spytałam szeptem, ledwo mogłam mówic , lecz głos wracał mi już do zdrowia.
- Ah, już dobrze, a jak tam twoje zdrowie?
- Eh, czuję się lepiej, myślę że nawet dobrze. Wiesz, że wychodzę dzisiaj po południu? Czy tato mógłby przywieźć mi rzeczy? - zapytałam uradowana myślą, że już dzisiaj opuszczę szpital.
- ok. ja już muszę kończyć. pa pa. - rozłączyła się.
Nie wiem kiedy, zapadłam w drzemkę, Margaret przykryła mnie kocem.

*oczami Justina*
Wyszedłem przed szpital, dalej walczyłem z moimi myślami, tego było już za dużo. Ta sprawa z Sel i ten wypadek. Po prostu masakra. Wsiadłem do samochodu i wybrałem nr telefonu. Musiałem zadzwonić do Alfredo i się go poradzić, do tego miałem nadzieję że mnie trochę pocieszy. Umówiłem się z nim w kawiarni obok hotelu, za 30 minut. W sam raz, mam jeszcze czas aby przemyśleć, jaki prezent przeprosinowy kupić, lub dać Sam. Było mi jej żal.
Włączyłem głośniki na fula i wsłuchiwałem się w ostre brzmienia rocka. Tak, muzyka, tego mi było trzeba. Dojechałem na miejsce, wyszedłem z samochodu,
o nie, zaczął padać deszcz. Wszedłem do kawiarenki i zająłem miejsce w kącie. Byłem pierwszy. Wpatrywałem się w strugi spływającego po szybach deszczu.
Uspokoiłem się trochę. O, wreszcie przyjechał Alfredo. Uwielbiam go, jest moim najlepszym przyjacielem, zawsze potrafi doradzić, przytulić i rozśmieszyć. Przybiliśmy żółwika i misia. Usiadliśmy do stolika. Zamówiliśmy sobie po kawie. Zacząłem mu opowiadać o wszystkim: o wywiadzie, o Selenie, o wypadku, o Sam, o tym , że nie wiem jaki prezent jej dać. Miałem straszny mętlik w głowie, ale poczułem ulgę, że wszystko to z siebie wyrzuciłem.
Alfredo wysłuchał mnie uważnie, zastanowił się chwilę i powiedział.
- O Selene się nie martw, widocznie nie była ciebie warta. A co do tej Sam, to radzę Ci się postarać i ja już mam plan - uśmiechnął się i mnie przytulił.
Walnął jeszcze jakiś kawał i wszystko było ok. Opowiedział mi także ten cały "plan". Był genialny, ale nie zdradzę Wam go teraz.Nie mogłem się go już doczekać, podobno Sam wychodzi dzisiaj ze szpitala. Pożegnałem się z Alfredem i poszedłem do hotelu.
Wziąłem prysznic, ubrałem się. Przeczesałem jeszcze tylko lekko włosy i popsikałem perfumem, byłem gotowy. Wiedziałem, że Sam nie będzie chciała tak od razu mi zaufać itd. Wyszedłem z hotelu, przestało padać. Zaszedłem do pobliskiej kwiaciarni i kupiłem wielki bukiet czerwonych róż. Doczepiłem karteczkę z napisem " Przepraszam". Wsiadłem do samochodu i pojechałem do szpitala.

*oczami Sam*
Przebudziłam się z drzemki. Czułam się o wiele lepiej, Margaret chyba już poszła, bo nie widziałam jej nigdzie. Postanowiłam wstać o własnych siłach i się umyć. Zawołałam pielęgniarkę, by mi jednak pomogła, ponieważ po dwóch podejściach się nie udało. Kobieta przywiozła mi wózek inwalidzki, powiedziała, że tak mi będzie lepiej. Za jej pomocą na niego usiadłam. Zawiozła mnie do łazienki i spytała czy mi nie pomóc przy myciu. Poprosiłam ją, żeby mnie tylko pomogła wstać i że ją przywołam guzikiem gdy skończę się myć by mi pomogła usiąść i wyprowadzić ze szpitala, miał przyjechać po mnie ojciec. Oczywiście, gdy skończy dzisiaj szybciej pracę. Umyłam się, poczułam lekkie orzeźwienie i ulgę, zmyłam z siebie wszelkie rany. Wzdechłam głęboko, wdychając zapach oliwkowego mydła. Wyszłam z prysznica i powoli, o siłach, zaczęłam się ubierać, widocznie pielęgniarka przyniosła tu moją torbę z rzeczami.
Założyłam rurki, jakiś letni t-shirt i bluzę. Na nogi założyłam baleriny.
Podczas ubierani spojrzałam do lustra, miałam pełno siniaków na rękach i nogach, nawet na szyi. Najgorszy w tym wszystkim był ból. Ale cóż, trzeba żyć dalej i nie żyć przeszłością. Zawołałam pielęgniarkę, a ona pomogła mi usiąść.
Spakowałam jeszcze wszystkie swoje rzeczy i pożegnałam się. Kobieta pomogła mi wyjechać ze szpitala. Odprowadziła mnie na chodnik i pożegnała się ze mną, powiedziałam jej, że zaraz ktoś powinien do mnie przyjechać.
Czekałam chyba z 40 minut, zaczęłam się nudzić, w myślach kłębiło mi się dziwne uczucie - czy oni zapomnieli o mnie? W moim oku pojawiła się łza.
Nagle zza rogu wyjechała jakaś wielka czarna limuzyna, nigdy takiej nie widziałam. Zdziwiłam się, że podjechała właśnie pod krawężnik chodnika na którym "siedziałam". Z samochodu wyszedł jakiś chłopak. Nie, to nie był jakiś tam chłopak, to był Justin Bieber. Potem to co się działo, nie mogę nadal w to uwierzyć. Podszedł do mnie wręczył mi bukiet kwiatów, pocałował w policzek, zawiózł mnie pod samochód. Po chwili wziął na ręce, ja protestowałam ale on wsadził mnie do samochodu, z początku trochę się bałam, bo nie od tak zabiera się ludzi z ulicy.Justin co chwilę na mnie patrzał i uśmiechał się. Zauważył chyba, że się boję. Złapał mnie za rękę. Miał ciepłą, wręcz gorącą dłoń.Poczułam to ciepło odrazu i po chwili zrobiło mi się lepiej. Spojrzałam na bukiet. Był piękny. Pachniał cudownie. W pewnym momencie zauważyłam karteczkę doczepioną do łodyżki. To był szok. " Przepraszam" - taki napis widniał na tej karteczce. Zrobiło mi się go żal. Postanowiłam się do niego odezwać. Wiedziałam, że nie mogę nadwyrężać głosu, dlatego zaczęłam cicho.
- ekhem, Justin, mam pytanie , gdzie ty mnie wieziesz? - spytałam szeptem lekko zdenerwowana. Chłopak spojrzał na mnie, uśmiechnął się tylko tajemniczo i nadal nic nie mówił.
- Mam zadzwonić po policję ? - zaśmiałam się lekko. Zaśmiał się również i odpowiedział tylko:
- Nie, to tylko niespodzianka zobaczysz. Jak chcesz to możesz trochę pospać.
Jeszcze długa droga przed nami.- uśmiechnął się tajemniczo.
- Justin , do cholery gdzie ty mnie wieziesz?! - krzyknęłam prawie, z załamaną miną. Widział, że się denerwuję. Zaczęłam się rumienić i pocić, miałam mroczki przed oczami, mdlałam prawie, tak chciało mi się pić. Nie mając wyboru, oparłam głowę o ramię Justina, czułam jego boski zapach. Tak, pociągał mnie.
Po chwili, w rozmyśleniach, nie wiedząc gdzie się obudzę, zasnęłam.

------------------------------------------------------------------------
OMG, nie wiem czy ten rozdział mi wyszedł czy nie, ale jest długi,tak jak prosiliście :) Haha, piszę masakrycznie, wiem i przepraszam za wszystkie błędy językowe, stylistyczne itp. :)
Następny rozdział = minimum 9 komentarzy :)

A tak przy okazji Szczęśliwego Nowego Roku! :) xx