wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział. 4

*oczami Sam*
No ładnie, poprosiłam Margaret by poszła po Justina. Widziałam tylko jak chwilę z nim rozmawiała a on sobie poszedł. Trudno. Margaret opowiedziała mi ich rozmowę. A więc to przez niego ten cały wypadek, myślę sobie. Włączyłam telefon i zaczęłam grac w jakąś nudną gierkę. Po chwili przyszedł lekarz, powiedział, że już dzisiaj po południu mogę wychodzić do domu. Hurray! Zadzwoniłam do mamy. Odebrała po paru sygnałach.
- Hej curuś.
- Cześć mamo, jak tam ręka? - spytałam szeptem, ledwo mogłam mówic , lecz głos wracał mi już do zdrowia.
- Ah, już dobrze, a jak tam twoje zdrowie?
- Eh, czuję się lepiej, myślę że nawet dobrze. Wiesz, że wychodzę dzisiaj po południu? Czy tato mógłby przywieźć mi rzeczy? - zapytałam uradowana myślą, że już dzisiaj opuszczę szpital.
- ok. ja już muszę kończyć. pa pa. - rozłączyła się.
Nie wiem kiedy, zapadłam w drzemkę, Margaret przykryła mnie kocem.

*oczami Justina*
Wyszedłem przed szpital, dalej walczyłem z moimi myślami, tego było już za dużo. Ta sprawa z Sel i ten wypadek. Po prostu masakra. Wsiadłem do samochodu i wybrałem nr telefonu. Musiałem zadzwonić do Alfredo i się go poradzić, do tego miałem nadzieję że mnie trochę pocieszy. Umówiłem się z nim w kawiarni obok hotelu, za 30 minut. W sam raz, mam jeszcze czas aby przemyśleć, jaki prezent przeprosinowy kupić, lub dać Sam. Było mi jej żal.
Włączyłem głośniki na fula i wsłuchiwałem się w ostre brzmienia rocka. Tak, muzyka, tego mi było trzeba. Dojechałem na miejsce, wyszedłem z samochodu,
o nie, zaczął padać deszcz. Wszedłem do kawiarenki i zająłem miejsce w kącie. Byłem pierwszy. Wpatrywałem się w strugi spływającego po szybach deszczu.
Uspokoiłem się trochę. O, wreszcie przyjechał Alfredo. Uwielbiam go, jest moim najlepszym przyjacielem, zawsze potrafi doradzić, przytulić i rozśmieszyć. Przybiliśmy żółwika i misia. Usiadliśmy do stolika. Zamówiliśmy sobie po kawie. Zacząłem mu opowiadać o wszystkim: o wywiadzie, o Selenie, o wypadku, o Sam, o tym , że nie wiem jaki prezent jej dać. Miałem straszny mętlik w głowie, ale poczułem ulgę, że wszystko to z siebie wyrzuciłem.
Alfredo wysłuchał mnie uważnie, zastanowił się chwilę i powiedział.
- O Selene się nie martw, widocznie nie była ciebie warta. A co do tej Sam, to radzę Ci się postarać i ja już mam plan - uśmiechnął się i mnie przytulił.
Walnął jeszcze jakiś kawał i wszystko było ok. Opowiedział mi także ten cały "plan". Był genialny, ale nie zdradzę Wam go teraz.Nie mogłem się go już doczekać, podobno Sam wychodzi dzisiaj ze szpitala. Pożegnałem się z Alfredem i poszedłem do hotelu.
Wziąłem prysznic, ubrałem się. Przeczesałem jeszcze tylko lekko włosy i popsikałem perfumem, byłem gotowy. Wiedziałem, że Sam nie będzie chciała tak od razu mi zaufać itd. Wyszedłem z hotelu, przestało padać. Zaszedłem do pobliskiej kwiaciarni i kupiłem wielki bukiet czerwonych róż. Doczepiłem karteczkę z napisem " Przepraszam". Wsiadłem do samochodu i pojechałem do szpitala.

*oczami Sam*
Przebudziłam się z drzemki. Czułam się o wiele lepiej, Margaret chyba już poszła, bo nie widziałam jej nigdzie. Postanowiłam wstać o własnych siłach i się umyć. Zawołałam pielęgniarkę, by mi jednak pomogła, ponieważ po dwóch podejściach się nie udało. Kobieta przywiozła mi wózek inwalidzki, powiedziała, że tak mi będzie lepiej. Za jej pomocą na niego usiadłam. Zawiozła mnie do łazienki i spytała czy mi nie pomóc przy myciu. Poprosiłam ją, żeby mnie tylko pomogła wstać i że ją przywołam guzikiem gdy skończę się myć by mi pomogła usiąść i wyprowadzić ze szpitala, miał przyjechać po mnie ojciec. Oczywiście, gdy skończy dzisiaj szybciej pracę. Umyłam się, poczułam lekkie orzeźwienie i ulgę, zmyłam z siebie wszelkie rany. Wzdechłam głęboko, wdychając zapach oliwkowego mydła. Wyszłam z prysznica i powoli, o siłach, zaczęłam się ubierać, widocznie pielęgniarka przyniosła tu moją torbę z rzeczami.
Założyłam rurki, jakiś letni t-shirt i bluzę. Na nogi założyłam baleriny.
Podczas ubierani spojrzałam do lustra, miałam pełno siniaków na rękach i nogach, nawet na szyi. Najgorszy w tym wszystkim był ból. Ale cóż, trzeba żyć dalej i nie żyć przeszłością. Zawołałam pielęgniarkę, a ona pomogła mi usiąść.
Spakowałam jeszcze wszystkie swoje rzeczy i pożegnałam się. Kobieta pomogła mi wyjechać ze szpitala. Odprowadziła mnie na chodnik i pożegnała się ze mną, powiedziałam jej, że zaraz ktoś powinien do mnie przyjechać.
Czekałam chyba z 40 minut, zaczęłam się nudzić, w myślach kłębiło mi się dziwne uczucie - czy oni zapomnieli o mnie? W moim oku pojawiła się łza.
Nagle zza rogu wyjechała jakaś wielka czarna limuzyna, nigdy takiej nie widziałam. Zdziwiłam się, że podjechała właśnie pod krawężnik chodnika na którym "siedziałam". Z samochodu wyszedł jakiś chłopak. Nie, to nie był jakiś tam chłopak, to był Justin Bieber. Potem to co się działo, nie mogę nadal w to uwierzyć. Podszedł do mnie wręczył mi bukiet kwiatów, pocałował w policzek, zawiózł mnie pod samochód. Po chwili wziął na ręce, ja protestowałam ale on wsadził mnie do samochodu, z początku trochę się bałam, bo nie od tak zabiera się ludzi z ulicy.Justin co chwilę na mnie patrzał i uśmiechał się. Zauważył chyba, że się boję. Złapał mnie za rękę. Miał ciepłą, wręcz gorącą dłoń.Poczułam to ciepło odrazu i po chwili zrobiło mi się lepiej. Spojrzałam na bukiet. Był piękny. Pachniał cudownie. W pewnym momencie zauważyłam karteczkę doczepioną do łodyżki. To był szok. " Przepraszam" - taki napis widniał na tej karteczce. Zrobiło mi się go żal. Postanowiłam się do niego odezwać. Wiedziałam, że nie mogę nadwyrężać głosu, dlatego zaczęłam cicho.
- ekhem, Justin, mam pytanie , gdzie ty mnie wieziesz? - spytałam szeptem lekko zdenerwowana. Chłopak spojrzał na mnie, uśmiechnął się tylko tajemniczo i nadal nic nie mówił.
- Mam zadzwonić po policję ? - zaśmiałam się lekko. Zaśmiał się również i odpowiedział tylko:
- Nie, to tylko niespodzianka zobaczysz. Jak chcesz to możesz trochę pospać.
Jeszcze długa droga przed nami.- uśmiechnął się tajemniczo.
- Justin , do cholery gdzie ty mnie wieziesz?! - krzyknęłam prawie, z załamaną miną. Widział, że się denerwuję. Zaczęłam się rumienić i pocić, miałam mroczki przed oczami, mdlałam prawie, tak chciało mi się pić. Nie mając wyboru, oparłam głowę o ramię Justina, czułam jego boski zapach. Tak, pociągał mnie.
Po chwili, w rozmyśleniach, nie wiedząc gdzie się obudzę, zasnęłam.

------------------------------------------------------------------------
OMG, nie wiem czy ten rozdział mi wyszedł czy nie, ale jest długi,tak jak prosiliście :) Haha, piszę masakrycznie, wiem i przepraszam za wszystkie błędy językowe, stylistyczne itp. :)
Następny rozdział = minimum 9 komentarzy :)

A tak przy okazji Szczęśliwego Nowego Roku! :) xx

9 komentarzy:

  1. hmmmm zaciekawiłaś mnie tym hahaha nawet fajne ale ja tam się nie znam :)

    @amaliadax

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne :) A co z Sel ???? Czy sel to sam bo zgupiałam xd

    OdpowiedzUsuń
  3. No spoko, spoko xd Pisz dalej :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajne : p Tylko daj Selenę do Justin'a bo to taka piękna para ; d Proszęęproszęę ♥- Olaa<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to jest opowiadanie o normalnej dziewczynie, w której się zakocha, a nie o Jelenie :D

      Usuń
  5. spoko, spoko ; p Następny dawaj !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny <3 możesz informować mnie o następnych? ;)@EmpireOfHarold

    OdpowiedzUsuń
  7. Superr czekam na nn! @maja378

    OdpowiedzUsuń
  8. Nowy rozdział na http://storywithjustinbieber.blogspot.com/2013/01/rozdzia-6.html

    OdpowiedzUsuń